„Rowerowanie” z dzieckiem. Bez kocyka ani rusz.

Dorosłemu, bezdzietnemu człowiekowi potrzeba mniej więcej kilkunastu minut by wyjść na rower. Wygląda to mniej więcej tak: 3, 2, 1…start i już jesteś na rowerze. Wyjście na rower z dzieckiem to często 30, 29, 28…1…start lub anulowanie rowerowej wyprawy. Takie (samo) życie.

Czytaj dalej „Rowerowanie” z dzieckiem. Bez kocyka ani rusz.

facebooktwitter

Ale za to niedziela… Amstelveen-Amsterdam-Amstelveen

Nastała niedziela. Mam ze 3 godziny wolnego. Czas tylko i wyłącznie dla siebie. Jako, że to ostatnio rzadkie zwierzę w moim życiu, przez moment mam gonitwę myśli, czy aby wyjście na rower to jest najlepsze zagospodarowanie tych 180 minut. Może poczytać, odpowiedzieć na zaległe maile, oddzwonić na nieodebrane telefony? Zwycięża rower i już za chwilę kręcę w stronę Amsterdamu.20160313_111640 Czytaj dalej Ale za to niedziela… Amstelveen-Amsterdam-Amstelveen

facebooktwitter

Pamiętniki z wakacji. Kolorowe jarmarki. Jeziora, zapory, góry, lasy, rzeki, zamki, winnice – gdzie w Czechach możesz to znaleźć w jednym miejscu?

Zbliżają się Święta. A jak Święta, to w wielu miastach organizowane są bożonarodzeniowe jarmarki. Lubię takie klimaty, pod warunkiem, że cała impreza jest zrobiona ze smakiem. Zatem wymagane jest grzane wino, pieczone kasztany, czekoladowe mikołaje, rękodzieło „made not in China” i towar deficytowy w dzisiejszych czasach, czyli śnieg. Odwiedzając Morawy Południowe możesz poczuć się jak na takim przyzwoitym jarmarku bożonarodzeniowym. Gdzie Rzym, gdzie Krym, ktoś mógłby zapytać – ale ja mam właśnie takie skojarzenia. Morawy Południowe=moc atrakcji, do wyboru, do koloru – jak na jarmarku.

Valtice

Rzeka. Ach gdyby nie rzeka Dyja to pewno nie byłoby tak widowiskowo. A tak mamy kaniony (autentycznie – takie na 100 metrów głębokie – oczywiście to nie to, co Kanion Kolorado, ale jeśli ktoś w ogóle czegoś takiego nie widział, będzie usatysfakcjonowany), meandry i zapory. Rzeka jest żeglowna i można po niej pływać kajakiem lub na jednostkach nieco bardziej bezpiecznych, takich jak promy. Rzeka Dyja jest rzeką graniczną między Czechami a Austrią, my przekraczaliśmy ją rowerowo przez jeden z mostów w Parku Narodowym Thayatal (tam był podjazd/zjazd 12%. Huraa!).

Jeziora. Na rzece Dyja znajduje się kilka zbiorników wodnych. Jeden z nich, który jest usytuowany obok Vranova, został przekształcony w akwen rekreacyjny. Można się kąpać i żeglować. Jeśli nie chcesz spać w miasteczku Vranov, możesz zadokować się w jednym z licznych ośrodków/domków nad zaporą. Jak nie podoba Ci się brodzenie w zbiorniku – obok są baseny rekreacyjne. Żyć, nie umierać. Całość przygotowana z myślą o rodzinach z dziećmi, więc jeśli masz takowe, miejsce wg mnie idealne.

Na zachód od Znojmo znajduje się kolejny zbiornik na Dyji: Věstonická nádrž. Życie turystyczne toczy się wokół miasteczka Pavlov (wg mnie sami miasteczko jest nieco nudne ale ma za to rozległą bazę noclegową) położonego nad zbiornikiem, a także oddalonego i kilka kilometrów Mikulova (a to za to jest jedno z bardziej uroczych czeskich miasteczek jakie widziałam). Jeśli lubisz żeglować lub masz to w nosie i wolisz po prostu się pobyczyć na plaży (choć trzeba jej poszukać), zbiornik Věstonická nádrž jest dla Ciebie. Poza tym, to świetna baza wypadowa na nieco dalsze wycieczki.

Zamki. Czechy zamkami i pałacami stoją. Na swojej drodze spotkaliśmy takie zrujnowane i rozpadające się (zamek Sirotčí hrádek na górze Děvín, który góruje nad Pavlovem), jak i wychuchane i pachnące. Na pewno warto odwiedzić Lednice i Valtice, które znajdują się na Liście Światowego Dziedzictwa UNESCO i od progu wiadomo za co – budowle są pięknie odrestaurowane, otoczone połaciami parków i ogrodów, kuszące dodatkowymi atrakcjami, takimi jak szybki kurs na sommeliera. Kolejny zamek znajduje się w Mikulovie, który ciekawi jako jedno z byłych, największych osad Żydowskich na Morawach. Zamek we Vranovie może interesować ze względu na „wątek polski” – przez pewien czas znajdował się w rękach polskiej rodziny Mniszek. Zupełnie niedaleko Vranova znajduje się kolejny zamek, który zapamietam ze względu na jedną z największych na świecie kolekcji wypchanych psów (brr) – zamek Bítov. Pomijając tą makabryczną wystawę, zamek jest bardzo ładnie usytuowany  – jego mury można podziwiać znad brzegów rzeki Dyja a także oprócz piesków ma też kolekcję archaicznych zabawek do pooglądania (rocznikom 1970 i 1980 zakręci się łezka w oku na widok kilku eksponatów z ich dzieciństwa).

zamek w Mikulovie

zamek w Mikulovie

Lednice

Podjazdy i zjazdy. Już sam wjazd/zjazd do miasteczka Vranov nad Dyją, gdzie zatrzymaliśmy się na pierwsze kilka dni naszych wakacji, sugeruje, że to nie jest płaski region. Droga 408 od strony Znojmo (która przeradza się następnie w drogę 398 prowadzącą prosto do „centrum” miasteczka), to kilkunastokilometrowy zjazd z kilkoma serpentynami. Kij ma oczywiście dwa końce – jeśli chcesz się stamtąd wydostać – kręć, bracie pod górę. Ale czy nie o to nam, kolarzom, chodzi?

w stronę Austrii

Praktycznie cały pobyt przebiegał po pagórkowatych terenach. Nie można tego porównać z nizinami Opolszczyzny, gdzie do ekscytacji doprowadza niektórych wjazd na Annaberg. Tymczasem, na Morawach Południowych Annabergów będzie do znudzenia.

Godne polecenia są trasy-pętelki na wschód od Vranova (np. przez Uherčice – tam jedliśmy bardzo smaczną zupę czosnkową; Bitov i Vysočany – gdzie mamy już regularne kilkuklilometrowe podjazdy wzdłuż rzeki Dyja; Znojmo – szczególnie wzdłuż rzeki Dyja i na odcinku Znojmo-Retz – ale uwaga, tam nie ma drogi rowerowej i jedzie się ruchliwą szosą. Po drodze mamy za to nagrodę – Winnicę Hnanice – pyszne wina, piękny hotel dla strudzonych wędrowców; na zachód od Retz m.in. przez Falkenstein, Staatz, Poysdorf, Mikulov, Pálavę i Pavlov). Nie są to naturalnie podjazdy alpejskie (ale też nie takie zupełnie na „lajcie”, raczej takie na luźne 50-100 km wypady bez nadmiernego obciążenia fizycznego i psychicznego w wakacyjny czas.

Piękne i paskudne szosy. Piękne szosy i ścieżki rowerowe cieszą oko i nogę kolarza w Austrii, mniej atrakcyjne są fragmenty Retz-Znojmo (jak spomniałam wyżej, dosyć ruchliwa trasa, co nie odstrasza wcale a wcale rowerzystów), drogi na wschód od Vranova (tam trafiliśmy na remonty dróg i wymianę kanalizacji – momentami niesliśmy rowery. A jak remonty, to może te drogi są już ładne?). Bardzo przyjemnie kręciło się w okolicach Bítova – traska przebiegała lasem, wzdłuż rzeki Dyja i okraszona była serpentynami.

Dodam, że wszystkie wymienione wyżej atrakcje zobaczyliśmy jeżdżąc na rowerach. Taki był cel wakacyjny i jestem zadowolona, że został w 100% zrealizowany, mimo, że były ofiary w nowych butach kolarskich 😉

facebooktwitter

Pamiętniki z wakacji. Dlaczego Czech jeździ na MTB.

Czechy to piękny kraj, nawet moi holenderscy sąsiedzi to przyznają. Holandia nie może poszczycić się „zdywersyfikowanym krajobrazem”, za to „kraj Krecika” ma do zaoferowania zarówno góry, lasy, jeziora i rzeki. Do każdej z tych atrakcji można dotrzeć oczywiście rowerem. Ale dla waszej wygody zapomnijcie o „królowej szosie” i przesiądźcie się na MTB, bo inaczej zamiast zjeść ciastko, będziecie tylko lizać witrynę, w której ono stoi.

Czytaj dalej Pamiętniki z wakacji. Dlaczego Czech jeździ na MTB.

facebooktwitter

Wielka depresja. Dosłownie. Nie w przenośni.

Jeszcze nie zatonęłam, a mogłabym, bo miejsce w którym obecnie przebywam nie ma racji bytu z geograficznego punktu widzenia. Siła ludzkich umysłów i rąk znana tuta jako „odwieczna walka z największym nieprzyjacielem narodu zwanym wodą” sprawiła jednak, że pierwsze i każde kolejne „coffee ride” odbywać się będzie po idealnie równych, bezpiecznych i przede wszystkich płaskich jak naleśnik drogach przecinających kolejne, sztucznie osuszone fragmenty terenu. Witajcie w Holandii.

4

Czytaj dalej Wielka depresja. Dosłownie. Nie w przenośni.

facebooktwitter