W samochodowym radiu grają kawałki z ogromnej dyskoteki A4 w Pietni. DJ właśnie zaprasza na parkiet piękne panie aby utworzyły lokomotywę do taktów Lambady. W busiku 6 osób. Kierowca, którego imię i namiary przekazał mi inny kierowca w SMSie, parka – chłopak i drobną dziewczyna –  mają może po 35 lat, pyskaty facet na tylnym siedzeniu. Po 5 minutach wie skąd jadę, jak mam na imię i gdzie wysiadam. Obok gruby jegomość w wieku „statecznym”. Pracownicy monachijskiej fabryki BMW. Busik przemierza trasę Monachium – opolskie wioski. W busiku jestem jeszcze ja. Oszczędzam na Sindbadzie i na samolocie. Za 5-6 godzin będę w Polsce a za jazdę busikiem zapłacę 30 Euro.

W busiku trwa dyskusja na temat zwolnień chorobowych oraz tego jak zdobyć zwolnienie na lewo. Drobna dziewczyna odbiera telefon i chwali się, że takie lewe zwolnienie zdobyła i może dłużej posiedzieć w Polsce. Na autostradzie korek większy niż zwykle. W Bawarii zaczęły się ferie. Miejscami wleczemy się w żółwim tempie aby zaraz przyspieszyć. Przed nami Regensburg. Samochód trochę szarpie, na nagraniu z A4 zastanawiają się czy na parkiecie jest tamtego wieczoru więcej blondynek czy brunetek. Szyby parują i czuję, że powietrze w busiku robi się gęste od oddechów pasażerów. Kierowca wije się pomiędzy sznurem samochodów, zjeżdżając z lewego na prawy pas, i odwrotnie. Trochę mi wieje z prawej strony, ale generalnie w samochodzie jest ciepło.

Mówię, że słyszałam, że szybko jeździ. On na to, że nie, że „już dał sobie na wstrzymanie”. Miał kiedyś wypadek, przydzwonił w tył tira, na szczęście nic nikomu się nie stało. Teraz bardziej uważa. Nie chodzi o to by się rozwalić tylko o to, by bezpiecznie dojechać do „doma”. Tak, czuje się Ślązakiem, chwilami go nie rozumiem, on to wyczuwa i trochę ze mnie, Hanyski, żartuje.

Na licznik nie patrzę, czuje jednak i widzę, bo głównie jedziemy po lewym pasie, że jest szybko. Ale i pewnie. Choć wiadomo, wypadki po ludziach chodzą, a trasa przez Czechy i Pragę jest bardziej niebezpieczna. Więcej wypadków jest na niej, a i podobno więcej amatorów prędkości. Chcą szybciej do domu dojechać, szybciej położyć się spać, bo nie zawsze jest w robocie na popołudnie.

W sumie Monachium kierowca nie lubi. Mnie ciekawość zżera, więc pytam dlaczego. Tak, mogę z nim gadać, szybciej podróż zleci. Miasto zakorkowane jest. Korek jest na jak i pod ziemią. W Polsce domek buduje, tu musi w bloku mieszkać. To co, że blok ma ogródek i mało co przypomina bloki w Polsce. Przyzwyczaić się nie umie. Paszport ma. Ze strony obojga rodziców. Niemieckiego perfekt nie zna, dogadać się potrafi i pozałatwiać sprawy także. Drażę dalej. W pracy ma dwie zmiany. Jedną na 6 a drugą na 14. W Monachium bywa już od 13 lat, zaczął jeszcze gdy nie było Schengen. Miasta ma już dość. Do Polski do pracy wrócić się nie da, sytuacja na rynku pracy ciężka. W okolicy jest kilka dużych fabryk jednak płacąw nich o wiele za mało.

Po drodze mijamy z 10 podobnych busikow. Znajomi kierowcy ostrzegają się przed korkami i policją. Szczególnie w Czechach trzeba uważać, bo Czesi polskich kierowców nie lubią. Wrogami busikow są tiry. Zaczyna się rozmowa o wypadkach, rozbitych autach i czuję się nieswojo. Jadę w końcu z obcymi ludźmi, nie znam ich nawyków na drodze. W ogóle ich nie znam. O busiku dowiedziałam się od kolegi. Też pracuje w Monachium tyle, że w innej fabryce. Do domu jeździ co 2 tygodnie. Jadę z kolegą kolegi jego kolegi. Gubię się w tym wszystkim choć najważniejsze, że miejsce się znalazło. W busikach nie ma tachografów, rachunków, faktur, nie ma nadmiernego zatrzymywania się na „siku” lub papierosa. Chętni organizują się sami. Znają się z pracy, z wioski, dostają na siebie namiary tak jak ją, SMSem. O „carpoolingu” słyszeli, może zarejestrują się na jednym z popularnych serwisów, choć na razie „klientela” dopisuje.

Żartujemy, że z nich są idealni obywatele. Cały tydzień pracują w niemieckiej fabryce, zapełniając miejsca pracy, których żaden Niemiec nie chce. Dostają Euro i wydają je trochę w Monachium, trochę w Polsce. Ani jedno ani drugie państwo ich nie utrzymuje. Niby są, a ich nie ma. Pompują za to PKB w obu krajach, choć żaden z krajów się do nich nie przyznaje. No chyba, że przychodzą wybory. Słychać wtedy a biernej postawie społeczeństwa, o braku zainteresowania udziałem w głosowaniu. Kierowca śmieje się, że
w opolskim, w którym frekwencja jest najniższa w kraju, głosować nie ma kto bo przecież „połowa mojej wioski jest w beemie w robocie”.

Gadamy o Monachium i o Bawarii, o tym co można tam w wolnym czasie robić. Mimo, że na Bawarii tylko bywa, zna knajpy, parki, baseny, miasteczka.

Po niecałych dwóch godzinach przekraczamy granicę czeska. Dołączają do na busiki na rejestracjach opr, okr, ost, opo. Powoli robi się ciemno i zasypiam. Budzę się pod domem. Żegnam się z 30 euro, życzymy sobie powodzenia i żartujemy, że w przyszłości z pewnością spotkamy się w jakimś busiku.