Ciemno wszędzie. Głucho wszędzie. Co to będzie? Co to będzie?

W kawiarni Laba, o której już kiedyś pisałam, odbyła się impreza pod nazwą Silent Disco (w skrócie SD).

Sobota wieczór, siąpi deszcz, zapadają ciemności i robi się zimno. O mały włos nie zostałabym w domu. Wyzwaniem było przejście przez słabo oświetlony park na Wyspie Bolko. Nie wiem dlaczego tylko co 2-3 latarnia jest wyłączona. Oszczędności w czasach kryzysu?

Po 10 minutach „spacero-biegu” wyłania się Laba. Zbawienie. Muszę przyznać, że lokal wygląda imponująco w egipskich ciemnościach Wyspy Bolko, miał głowę na karku pan Architekt.

Wchodzę do środka, wiary (a tak z poznańska sobie napiszę) jeszcze niewiele. Pytam się o Silent Disco.

W zamian za 10 zł i dowód (nie na „nieoddanie” ale pod zastaw) kędzierzawy chłopak podaje mi bezprzewodowe słuchawki. Tłumaczy, że słuchać można na 3 kanałach, tylu ilu jest na sali DJów, że zasięg słuchawek to 200 m (sprawdzałam do 100 m).

Zakładam słuchawki i rzeczywiście, mam do wyboru 3 DJów, każdy gra coś innego.

Miałam niezły ubaw na Silent Disco, ponieważ:

-ściągnij słuchawki, to się przekonasz. Okazuje się, że tłum ludzi podryguje do … niewiadomo czego. Na Bolko ta cisza nabrała dodatkowego charakteru – w końcu znajdujemy się w zabytkowym parku, blisko zoo, którego mieszkańcy w większości nie przepadają za hałasem. Ciemność, padający deszcz i paradoksalnie brak oświetlenia nadały SD wyjątkowego klimatu,

-można się bawić w „do czego ten koleś/ta laska tańczą? Kanał 1, 2 czy 3?”. To była moja ulubiona zabawa. Nie dość, że można było poznać gusta muzyczne zgromadzonych, to jeszcze można było próbować dopasować ich ruchy do bitów płynących ze słuchawek,

-można się bawić w „który DJ obsługuje który kanał”? (choć to zabawa na krótką metę). Zastanawiałam się też, co czuje taki DJ? Ciekawość – kto słucha mojej muzy? Niepewność – czy ktoś w ogóle słucha mojego seta?”,

-można porobić zabawne zdjęcia z imprezy. Tłum ludzi w czarnych słuchawkach, kiwający się w prawo i lewo prezentuje się okazale.

Powtarzając za niezliczonymi stronami poświęconymi Silent Disco – taka impreza to alternatywa dla tradycyjnych imprez, które nierzadko przeszkadzają otoczeniu (hm…a może zorganizować SD na opolskim rynku – tam zawsze jest komuś za głośno). Przykład to festiwal Glastonbury, gdzie w 2005 roku odbyło się wielkie SD, ponieważ przekroczone zostały normy hałasu.

Rzadko kiedy zdarza się, że muzyka na imprezie podoba się absolutnie wszystkim. Na SD po prostu zmieniasz kanał. A jak chcesz pogadać, to ściszasz/ściągasz słuchawki. I tyle. I nie musisz się wydzierać do swojego rozmówcy, jak to często bywa w klubach.

Oglądać grupę tańczących w ciszy ludzi – bezcenne.

Podobno SD jest ekologiczne – zużywa mniej prądu niż tradycyjne nagłośnienie.

SD jest też dobrą imprezą na czas kryzysu – nie potrzeba ciężkiego i kosztownego nagłośnienia, tak jak przypadku standardowych imprez masowych.

Same korzyści. Liczę na CDN – bo zabawa była przednia 🙂

facebooktwitter