„Familykorpo” i krośnieńskie szkło.

Praca w „familykorpo” (nazwijmy moją firmę „familykorpo” a nie „korporacją” ale tylko dlatego by nie urazić ambicji innych „prawdziwych” i głodnych sukcesu korporacyjnych szczurów, dla których zarezerwowana jest nazwa „korporacja”) ma swoje dobre strony – trudno w to uwierzyć? Pewnie, że trudno, choć można spróbować.

Opole, zima (tak, mimo, że już nie pamiętasz, zima przyszła do Opola na parę dni w tym roku), 4.45 rano. Choć ciało śpi, umysł ma wrażenie, że nie zmrużył oka minionej nocy. „Reisefieber” – typowe dla mnie przed każdą dłuższą podróżą. I nic tu nie pomogą te tysiące zrobionych kilometrów, dziesiątki wyjazdów. Mały nerw jest, był i będzie.

O 6.00 jestem już w samochodzie ze „współskazańcem” – moją koleżanką z działu – kierujemy się na Kraków. Miejsce docelowe: Krosno.

Nigdy bym nie pomyślała, że pojadę do Krosna. Siedząc w samochodzie, uśmiecham się do siebie. W głowie mam już plan: spotkanie z klientem (efektywne oczywiście) a potem wycieczka, którą zareklamował nam klient właśnie. I jak tu klienta nie kochać?

Centrum Dziedzictwa Szkła to jedno z lepszych, jeśli nie najlepszych centrów turystyczno-kulturalnych (inaczej muzeów – choć ta nazwa trąci myszką w czasach gdzie liczy się chwytliwy, marketingowy bełkot) jakie w życiu widziałam.

Centrum wymiata architektonicznie i to już od samego wejścia. Możesz się do niego dostać od strony Rynku (uroczy – mówię Wam) lub od strony skarpy od ulicy Legionów, gdzie powita Cię malowidło 3d na posadzce, przedstawiające pracę w hucie szkła.

Po Centrum przemieszczasz się w towarzystwie przewodnika, który wespół z innymi pracownikami CDS opowie o procesie wytwarzania szkła, witraży, szklanek, talerzy i … serduszek przygotowanych specjalnie na finał WOŚP. Można również spróbować wydmuchać swoją własną szklaną bańkę (i sobie wywróżyć przyszłość z jej kształtu – widać w Krośnie na Andrzejki wosku się nie leje, tylko szkło wydmuchuje). Dla śmiałków pamiątkowy dukat w nagrodę (oczywiście mam go).
Wycieczka zaczyna się na najniższym poziomie Centrum (gdzie znajduje się działający 24/h piec hutniczy), następnie kierujemy się po kolejnych poziomach w górę, aż do zmieniającej się co jakiś czas ekspozycji artystów szkła. Ja trafiłam na prace Czesława Zubera, które są niezwykle dekoracyjne, oryginalne i okropnie drogie. Dobrze, że mam chociaż zdjęcia na pamiątkę.
Jest jeszcze podziemna trasa pamiętającym XVI w. korytarzem, który biegnie pod Rynkiem, a tam pełno interaktywnych mini wystaw, które z pewnością zainteresują nawet te najbardziej znudzone ze znudzonych dzieciaków. Naczynia z uranu, które świecą w ciemności to jedna z atrakcji.
Jest też sala kinowa i pokaz historii hutnictwa szkła w Krośnie, i trochę smutno się robi słysząc, że lata świetności tego przemysłu na krośnieńskich ziemiach minęły, a CDS jest przedsięwzięciem mającym na celu „ocalić od zapomnienia” wszystko to z czego Krosno było niegdyś dumne i uwypuklić kilka lokalnie działających małych hut szkła, które wytwarzają głównie (przepiękne) szkło użytkowe.

Na koniec (tak jak w rasowych europejskich muzeach) jesteśmy prowadzenie do sklepiku, gdzie dostajemy oczopląsu spowodowanego mnogością souvenirów gotowych do zakupu – nie ma bata, żebyś wyszedł z pustymi rękoma – takie to piękne wszystko. Dla skner są szlane kolczyki za parę złotych, dla tych z gestem szklane figury za parę dobrych setek. Dodam, że to nie jest chińska tandeta, tylko „made in Poland” (choć tanie szkło z Chin jest podobno jedną z przyczyn upadku polskich hut szkła).

Żeby nie było smutno na koniec wpisu, wspomnę jeszcze, że CDS zostało wybudowane dzięki środkom unijnym i jako ekspert od wniosków UE w stanie spoczynku przyznaję, że to były świetnie wydane pieniądze.

facebooktwitter