Oto jest – wyczekiwany i upragniony jednoślad, który przysporzy mi zapewne tyleż radości, co i łez.

Dowód na to, że postanowienia noworoczne można wdrożyć w życie.

Dowód na to, że jak się czegoś chce, to prędzej czy później (u mnie później, bo kilka „miechów” na ten rower odkładałam kasę) się to dostanie.

Co to w ogóle jest za rower? To rower szosowy. Jak dla mnie piękny – czwarty w mojej karierze, po MTB i miejskim służącym do lansowania się po mieście. Do kolekcji brakuje jeszcze „przełajówki” (wszystko w swoim czasie). Ostre to nie dla mnie.

Plan zakładał zakup szosy na wyprzedaży (czytaj w dobrej cenie) – plany należy jednak modyfikować albo dostosowywać je do aktualnych okoliczności. Tak więc po godzinach przeglądania stron internetowych, na które natrafiłam sama, tudzież podesłali mi je moi „doradcy”, wybór padł, w sumie z braku laku (kupić ramę XXS to sztuka) i braku odwagi na zakup szosy na Wiggle, choć parametry i ceny były obiecujące, na wytwór niemieckiej myśli technicznej o nazwie FOCUS Culebro 3.0 SL, model z 2014. A, że tylko jeden sklep oferował sprowadzić go szybko i to jeszcze w dwóch rozmiarach, w dobrej cenie, zdecydowałam się na współpracę ze sklepem Activa.

Jako, że mam nieco doświadczenia sprzedażowego, potrafię też zdiagnozować siebie jako klienta. Diagnoza jest następująca: sprzedawco, bądź moim doradcą, którego profesjonalizmowi i doświadczeniu zaufam – cena ma znaczenie ale jeszcze bardziej obsługa, za którą jestem w stanie zapłacić nieco więcej.

Activa przez telefon zapowiadała się na sklep, który spełni moje wymagania, dodajmy, wymagania osoby, która o rowerach szosowych wie niewiele, choć stara się braki nadrobić. Niestety po przyjeździe do sklepu 2,5 h czekałam (wiedzieli, że przyjadę) aby zmierzyć rowery a „bike fitting”, i nie mam tu na myśli tej profesjonalnej (i coś czuję kosztownej) usługi, ograniczył się do „wg mnie, to jak na panią patrzę na tym rowerze, to lepszy będzie ten a nie tamten”. Jak na osobę, która chciała zostawić w sklepie 3k (tak, wiem, co to jest 3k na rower szosowy – tyle co nic), zostałam potraktowana jak kolejny klient w supermarkecie, i to mnie zmartwiło. Nie wspomnę już o negocjacjach cenowych, do których Activa gorąco zachęca na swojej stronie internetowej, a które na miejscu w sklepie okazały się porażką.

Po dwóch jazdach na moim nowym rowerze, okazało się, że: tylne koło jest scentrowane, hak tylnej przerzutki jest wykrzywiony, przerzutki nie są wyregulowane. Rower został oddany z bólem serca do serwisu Superiora na ul. Głogowskiej w Opolu na przegląd. Czy tak powinno być? Zastanawiam się czy to fakt, że jestem „małym raczkiem” w tej skomplikowanej szosowej materii, czy to, że mój rower to maszyna z niższej półki spowodował, że mam jakiś taki niesmak jak myślę o sklepie Activa? A może to moja pogoń za (wątpliwą) ceną? No cóż, „pierwsze koty za płoty”.

Co teraz? Ćwiczyć, ćwiczyć, bo fanów kolarstwa szosowego w Opolu jest całkiem spora grupka: albo się w którąś wtopisz albo giniesz. Ostatecznie można jeździć samemu, choć, to dopiero jazda w grupie jest (tak mi powiedziano) radująca i rozwijająca.