Sobota, Annaberg, samo południe. Ci, którzy wiedzą, że o 13.00 z Leśnicy wyjedzie ponad 200 kolarzy amatorów zajmują już miejsca. Ci, którzy olewają takie imprezy, kręcą się po annogórskim rynku, piją kawę, jedzą „kołocza” i zdezorientowani pytają „co tu robi wóz strażacki”?

Jeszcze rok temu Annaberg kojarzył mi się z watahami wystrojonych kolarzy, których było słychać z kilkudziesięciu metrów za sprawą brzęczących wolnobiegów. Oglądałam się za nimi z zazdrością.
Dziś mam swój własny, prywatny rower szosowy. Nadal oglądam się za kolarzami z zazdrością. Ale wiem też, że za rok i ja mogę stanąć na starcie w Leśnicy. Brzmi optymistycznie.