Myśląc o szosie idealnej moje rowerowe myśli automatycznie wędrują się w stronę Czech, Austrii, Niemiec, Włoch lub Francji. Szymonbike, i inni miłośnicy pięknych szos pokazali, że asfalt gładki jak „sleekowa” opona i „widokówkowe” widoczki czekają poza granicami naszego kraju. Dlatego bardzo się cieszę na kawałek „polskiej szosy idealnej”. Na dodatek to szosa, która nie jest zatłoczona czterokołowcami, i która jest ulokowana w pięknych okolicznościach przyrody.

Polska szosa idealna biegnie obok jednego z bardziej nielubianych przeze mnie miejsc – Zieleńca, który odkryłam z nieskrywanym przerażeniem rok temu. Mówię stanowcze „nie” „pseudogóralskim” domkom, udawanym oscypkom, rojom turystów, atakującej z każdej strony brzydocie architektonicznej i niskich lotów muzyce. To nie dla mnie, ale może dla Ciebie – o gustach się nie dyskutuje.
Jak to z perełkami zwykle bywa, trzeba się do nich dostać. Dopłynąć, wyłowić, otworzyć. Dotarcie do perełkowej szosy polega na skręceniu we właściwą drogę na skrzyżowaniu dróg Duszniki-Zieleniec-Międzylesie. Lubisz chińską tandetę na polskiej ziemi? Wolny kraj – skręcaj na Zieleniec. Lubisz gładkie asfalty, turystyczną pustkę, ciszę i „niezabannerowane” widoki – skręcaj na Mostowice. Lubisz spacerowanie – skręcaj na Duszniki.

Szosa jest oczywiście etapem 100 km wycieczki po Górach Orlickich (świetna stronka, ekstra mapki), jaką sobie sprawiliśmy w pewną sierpniową niedzielę. Moja dobra rada, to zostawić majdan na jednym z parkingów w Dusznikach i udać się w stronę Zieleńca. Za Dusznikami, po naszej lewej stronie będziemy mijać Rezerwat Przyrody Torfowisko pod Zieleńcem, a tuż za nim podniesie nam ciśnienie 12% podjazd.

Właściwie szosa idealna rozpoczyna się jeszcze w Dusznikach, aby połączyć się na skrzyżowaniu z DW 389, tzw. Drogą Sudecką. I nie da się zaprzeczyć, szczególnie, że tabliczki nie pozwalają nam o tym zapomnieć, że to dzięki funduszom UE droga jest odremontowana. Kręcimy na Międzylesie. Chwila jazdy w lesie, a potem już tylko „landszafty” Doliny Dzikiej Orlicy towarzyszące nam przez kilkanaście kilometrów. Przestrzeń, górki, trawy, nieliczne pensjonaty, rowerzyści i rolkarze (polscy, czescy, a jak się znasz, to wypatrzysz polskich kadrowiczów)– to są bywalcy tych terenów. Po lewej Polska, po prawej Czechy.

Uwaga, niech was noga nie świerzbi kręcić na Międzylesie – na najbliższym skrzyżowaniu skręcamy na wieś Niemojów (tamtą szosą warto jechać w kierunku Międzylesia i Przełęczy Spalonej dopiero wtedy jak drogowcy doprowadzą pozostawiającą wiele do życzenia szosę do stanu używalności – w przeciwnym razie lepiej przesiąść się z roweru szosowego na MTB). Po drodze przejeżdżamy przez wsi Mostowice i Rudawa (z malowniczym jeziorkiem, dwoma oddalonymi od siebie pensjonatem Orlica i Baca). Przy tej wyprawie należy patrzeć na znaki. Za Rudawą kręcimy jeszcze 2 km i na skrzyżowaniu skręcamy w prawo na Niemojów (a nie na Poniatów).

W Niemojowie znajduje się dosyć oryginalny pensjonat o nazwie „Gościniec”. Najbliższe otoczenie ozdobione jest manekinami ubranymi w rowerowe ciuszki, rzeźbami zrobionymi z czego popadnie i doniczkami ze zużytych opon samochodowych. Akcesoria rowerowe nie są tu przypadkowe – przez Niemojów (jak i do tej pory opisaną trasę) przebiega trasa Klasyka Kłodzkiego.

W Niemojowie żegnamy się z Polską oraz idealną polską szosą, a to dlatego, że skręcamy w prawo na czeskie przejście graniczne w Bartošovicach oraz dlatego, że za Niemojowem zaczyna się ten fragment Klasyka, który może pokiereszować rower na dobre. Dziura na dziurze, dziurą pogania. Powodzenia.

Czeska strona wita nas jak zwykle równiutkim asfaltem (nuuuda), który zostaje wzbogacony o bardzo ciekawe muzeum nt. Linii Masaryka. Jeśli lubisz łazić po bunkrach i podobał Ci się Wilczy Szaniec na Mazurach, Hanička jest dla Ciebie.

Cały czas kręcimy po drodze nr 319. Patrzenie na znaki znowu się przydaje. Tuż przed miejscowością Rokytnica, po przejechaniu mniej więcej 3 km od Hanički, należy skręcić w prawo drogę nr 3119 (na wysokości pensjonatu o nazwie Severak). Nasz cel to dokręcić do Pěticestí, a następnie wkręcić na Velką Detsną. W tym miejscu pragnę poinformować wszystkich kolarzy, którzy mają tendencję do chuchania i dmuchania na swoje rowerki – tak, będzie trochę dziur i szutru ale jestem najlepszym przykładem, że da się przejechać po tych szosach bez złapania kapcia.

Skoro zdecydowaliście się zostać na trasie, to informuję, że jedziemy trasą rowerową nr 4070 w kierunku Mezivrsi – parę kilometrów pod górę i parę zakrętów – to kolarze lubią najbardziej. Po 3,5 km po asfalcie, którego jakość nie powinna dziwić żadnego Polaka, ale jednak szokuje w Czechach, docieramy do sporego skrzyżowania dróg o nazwie Pěticestí. W zimie zjeżdżają tu hordy narciarzy biegowych – wszak znajdujemy się na oznakowanej i dobrze utrzymywanej w zimie trasie biegowej, która zaczyna swój bieg w Zieleńcu. Kolejny przystanek to szczyt Velká Deštná (Wielka Desztna) na wysokości 1115 m.n.p.m. Tuż przed szczytem mamy kilkunastoprocentowy podjazd, który wynagrodzi chuchającym i dmuchającym na swoje rowerki kolarzom trudy podróży oraz sklepik a w nim m.in. Kofola.

Na szczycie pełno Czechów i ich latorośli umieszczonej na rowerach na linkach, w fotelikach, w wózkach – jak to możliwe, że po drugiej stronie granicy powoduje to skręt karku ze zdziwienia?

Z Wielkiej Desztnej kręcimy w dół w stronę Chaty Masaryka. Dojeżdżamy do drogi nr 311, skręcamy w prawo i cieszymy się pięciokilometrowym zjazdem do miejscowości Bedřichovka. Znajdujemy się jakby po drugiej stronie lustra – po lewej Dolina Dzikiej Orlicy, a za nią Polska i nasza piękna polska szosa, którą kręciliśmy jeszcze kilkadziesiąt kilometrów temu (Lasówka, Mostowice, Rudawa).

Piękny czeski asfalt towarzyszy nam jeszcze przez 5 kilometrów, w miejscowości Orlické Záhoří (Orlickie Zagórze), skręcamy w lewo w stronę Mostowic, wjeżdżając ponownie na Autostradę Sudecką. Z Mostowic wracamy do Dusznik przez Lasówkę.

W Dusznikach dokręcaliśmy do 100 km na lokalnym boisku wśród dzieci na miniquadach, elektrycznych konikach na biegunach i tatuśków z wózkami – 5 kółek i stówka pękła – my, kolarze lubimy jednak okrągłe liczby.

Polecam tą trasę wśród pięknych widoczków, niewielu czterokołowców po eleganckich polskich i czeskich szosach. Przy okazji dodam, że tamte okolice, szczególnie po czeskiej stronie są zaopatrzone w jedne z piękniejszych łąk jakie widziałam – to są łąki zgodne z moją ideą łąki, tj. trawy i polne kwiatki, czyli coś co polscy rolnicy przerabiają na pola uprawne wierząc uparcie, że na tym ugorze oprócz polnych chwastów coś urośnie.