Zen i zima.

Zima nas w ostatnim czasie nie rozpieszcza, choć znajdą się i tacy, którzy wolą aurę a la „niekończący się listopad”” Właściwie, to ja do nich należę. Jak pomyślę o śniegu w mieście, o zaśnieżonym  samochodzie w poniedziałkowy poranek, o poszukiwaniach czegoś co imituje i działa jak zmiotka, o „zabielonych”, śliskich jezdniach dróg krajowych w momencie kiedy jestem spóźniona na spotkanie z klientem, to właściwie robi mi się słabo.

Jak jednak znaleźć spokój i ukojenie – przysłowiowy zen – w mieście, w lesie, na polu, w górach w czasie „niebiałej” zimy? Szarość, mgła, brak liści, kręcąca włosy wilgoć jak dla mnie nie sprzyjają wyciszeniu i regeneracji. Zresztą każdemu według potrzeb. Wybrałam się zatem na krańce Polski by zimy poszukać. Prawdę powiedziawszy, szukanie zimy prze ze mnie to taka ściema – wcale jej nie szukałam – tropiłam za to własne „ja”, które się gdzieś zawieruszyło pomiędzy poniedziałkiem a piątkiem.
Finał poszukiwań był taki, że znalazłam i zimę i zen. Pozytywnie. Sami popatrzcie.
Dodam pragmatycznie, że poszukiwania odbywały się na Biskupiej Kopie (i okolicach, czyli za Prudnikiem skręcamy z DK40 w lewo na Moszczankę, następnie zaczynamy wchodzić/wjeżdżać od strony Hotelu Carina szlakiem niebieskim na Kopę) i w Bielicach (i okolicach, czyli z Opola najlepiej Nysa-Javornik-Travna-Lądek Zdrój-Stronie Śląskie. Omijajcie DW 390, słynną „drogę Bublewicza” – asfalt marny i jedzie się dłużej). Biskupia Kopa została odwiedzona na piechotę, a Bielice na biegówkach (początek trasy na samiutkim końcu wsi, przy tzw. leśniczówce – dla niewtajemniczonych w tamtym miejscu jest mapka polsko-czeskich tras i znak „zakaz wjazdu”. Głodnym polecam „Raj Pstrąga” – zabawne miejsce, gdzie kucharki latają z krótkofalówkami, którymi łączą się z „rybakami” odławiającymi pstrągi mające wylądować na talerzu).
Udajcie się tam – może i Wy znajdziecie w tamtych miejscach jakąś Waszą zgubę.
facebooktwitter