Wódka i wanilia. Strzelce Opolskie-Zalesie Śląskie-Ujazd-Kędzierzyn.

Ile można jeździć na rundki wokół Góry Św. Anny? No ile? Okazuje się, że do końca świata i o jeden dzień dłużej. Rutyna w nadmiarze nie służy jednak nikomu, a przy odrobinie wódki i wanilii ta trasa nabiera nowego wymiaru.

Sobota. Południe. Świeci słońce. Niektórzy budzą się do życia po piątkowej imprezie, inni już od 2 godzin buszują po marketach. Każdemu według potrzeb. Na popularnych rowerowych trasach ruch jak w ulu – jedni wracają do domu z treningu, inni walczą o palmę pierwszeństwa na „ustawkach”.
Postanawiam stanąć rowerowym okoniem i zamiast wjechać na Górę Św. Anny, wymyślam trasę alternatywną, która przebiega jednak obok tego jakże uroczego miejsca rowerowych pielgrzymek.
Zaczynam w Strzelcach Opolskich. Trasę planuję na poczekaniu – układam w głowie strzępki wspomnień z delegacji do Kędzierzyna i Ujazdu oraz informacji o regionie zasłyszanych w Kurierze Opolskim. Właściwie to jadę po to aby napisać ten wpis. Wpis ma być o wódce i wanilii, tak więc co najmniej jeden z elementów może być uznany za ciekawy. Z różnych powodów.
Ze Strzelec należy kierować się na miejscowość Dolna. Ruch na drodze jest znikomy i to jest in plus. In minus to jakość drogi. Ale któż by się tym przejmował?

W Dolnej odbijam w lewo, i można powiedzieć, że wjeżdżam w Alpenstrasse 2. Kręcę przez Czarnocin aż do Zalesia Śląskiego. Wskazane jest aby po drodze delektować się pylącymi traktorami, stromym podjazdem w Czarnocinie, ciszą, pustką oraz starym dworcem kolejowym w Zalesiu Śląskim.

Na rondzie w Zalesiu robię nawrót, kręcąc w stronę Olszowej. Na szczęście na kilkukilometrowym odcinku do Olszowej mam swój „kawałek podłogi”, tak jak na popularnej „Strzeleckiej” – przynajmniej w teorii samochody nie powinny wjeżdżać na „moje poletko”. Olszowa zaczyna być słynna nie tylko ze swojej atrakcyjnej dla rożnego rodzaju biznesów lokalizacji, ale także z Parku Miniatur, w którym można pooglądać m.in. miniaturową Krzywą Wieżę z Pizy albo zjeść roladę z kluskami w imponującej i stylowej Restauracji Pod Złotym Rogiem. Kolejny przykład zagospodarowania unijnych dotacji – mam nadzieję, że sami ocenicie czy Euro zostało spożytkowane należycie czy może zostało zmarnotrawione.

Z Olszowej jadę na wódkę. Albo do Zimnej Wódki, bo tak nazywa się wioska z pięknym drewnianym kościołem. Trzeźwieję przed wioską Jaryszów. Wyboje w tej uroczej wsi mogą być niebezpieczne dla czterokołowców, rowerów a nawet pieszych. Przez Ujazd przejeżdżam nie spiesząc się – po drodze zahaczam o ruiny zamku wypatrując bocianów, których gniazdo znajduje się na czymś co można nazwać pozostałością wieży. Są i bociany. Zatem sprawa przesądzona – zima poszła precz. Na koniec gwóźdź programu – deser w zagłębiu knajp i restauracji – Sławięcicach. Tym razem to nie „coffebreak” ale „icebreak” doprawiony szczyptą wanilii podczas degustacji lodów domowej roboty w Villi Vanilla. Wnętrze restauracji jest wytapetowane najpiękniejszą tapetą w roślinki jaką widziałam, jeśli kogoś to interesuje 😉

Sławięcice przejechałam po kilkukilometrowej ścieżce rowerowej. Niby fajnie, bo asfalt, jednak wrażenie psuje walający się po nim żwir i piasek, który zdmuchiwany jest z pobocza przez przejeżdżające samochody. Lekko się zestresowałam jadąc drogą nr 40 do Kędzierzyna – pobocza brak, za to kolein moc. W Kędzierzynie odbijam na obwodnicę i na pierwszym rondzie skręcam w prawo na Zalesie Śląskie. Tu moja wycieczka kończy się. Ale Ty, jeśli Ci mało człowieku, jedź na Annaberg dokończyć swoją rundkę. Jak trening, to trening. Zresztą masz kalorie po lodach do spalenia.

Route 2,944,086 – powered by www.bikemap.net
facebooktwitter