Jedź na Ještěd.

Ještěd. Mityczna góra. Sfilmowana przez Rapha, opisana przez Jaroslava Rudiša. Hotel na szczycie góry to podobno pierwowzór hotelu z filmu Grand Budapest Hotel. To wystarczające powody aby się znaleźć na górze Ještěd i podziwiać z niej panoramę Liberca i Gór Izerskich.

Czesi słyną ze swoich równych asfaltów, zatem na środek transportu po okolicy wybieram rower szosowy.
Na Ještěd po asfalcie można wjechać na dwa sposoby: od strony wioski Světlá pod Ještědem (stamtąd jechali kolarze Rapha) oraz od strony miasta. Każdy z podjazdów ma około 9 kilometrów. 3 ostatnie kilometry są wspólne dla obu tras i jak na moje amatorskie oko, bo przecież nie odczyty Garmina, którego nie mam – dosyć strome w porównaniu do np. podjazdu na Pradziada lub Dlouhé Stráně.

Jedzie się lasem, niestety w towarzystwie motorów, aut i turystów – w przeciwieństwie do Pradziada na Ještědzie nie ma „zakazu wjazdu” czy ruchu okresowego dla powyższych. Dla mnie minus. Na ostatnich metrach wąskiej dróżki człowiek czuje się jak na podjeździe pod Mur de Huy – stromo i tłoczno.

Na górze dziwny hotel w kształcie iglicy, płaczące dziecko z Marsa, hordy małych, upierdliwych muszek i piękna panorama na otaczające góry i miasto Liberec.
Ještěd to tylko jedna z atrakcji regionu. Poza tym warto pokręcić na rowerze (każdym) po otaczających wioskach i górkach. Miałam okazję jeździć w okolicy Janova nad Nisą (czyli po polsku Nysą) i Bedřichova. Podjazd z Liberca do Bedřichova to jakieś 15 km jazdy pod górę. Niby dużo, niby stromo, niby samochody po drodze, a widziałam starych, młodych, garbatych i prostych kręcących po tej strasie w dużych ilościach. Z Bedřichova można kontynuować jazdę w stronę schroniska Královka – to zaledwie 2 km.

Warto, bo z wieży schroniska można pooglądać Ještěd, Liberec oraz Jablonec nad Nisą oraz zjeść całkiem smaczne czeskie jedzenie (polecam „homemade” bułeczki). Ze schroniska odchodzi pełno asfaltowych i szutrowych tras rowerowych. Jedna z ciekawszych to trasa do zbiornika (co oni mają z tymi zbiornikami?), a właściwie tamy Josefův Důl, która tworzy zbiornik i przypomina nieco Dlouhé Stráně.

Podobno woda w libereckich i okolicznych kranach pochodzi właśnie z tego zbiornika. Zbiornik można objechać rowerem ale raczej nie szosowym (w pewnym momencie trasa robi się szutrowa i nieco piaszczysta, na pewno dobra na przełaj, mniej na szosę). Te okolice są w zimie niezwykle atrakcyjne dla narciarzy biegowych, pełno tu tras dla amatorów jak i dla zaawansowanych biegaczy. Z Královki można pokręcić w stronę Polski lub w stronę Albrechtic v Jizerských horách. Możliwości jest nieskończenie wiele. Szczególnie polecam fragment trasy (płaski ale bardzo ładny widokowo) do Hrabětic.

Nie ma co rozwodzić się nad dokładnymi trasami – należy odwiedzić czym prędzej tamte okolice. Polecam jednak zabrać rower szosowy i jeszcze jeden – na grubszych oponkach, bo jakość asfaltu w niektórych miejscach pozostawia wiele do życzenia, choć nie jest to oczywiście polska (czytaj: nie za dobra) jakość.
W chwilach odpoczynku warto zajrzeć do miasta rododendronów – jak to określany jest Liberec – na przykład do zoo lub ogrodu botanicznego.

Jak poskłada się te miejsca do kupy – szpiczastą górę, rododendrony, zbiornik, rowery, a nawet dziecko z Marsa to wyjdzie naprawdę ciekawy czeski zestaw – bardzo strawny i zdrowy. Zatem oklepany Egipcie, zatłoczona Grecjo precz. Witajcie niepopularne, nieznane Czechy.
facebooktwitter