Wielka depresja. Dosłownie. Nie w przenośni.

Jeszcze nie zatonęłam, a mogłabym, bo miejsce w którym obecnie przebywam nie ma racji bytu z geograficznego punktu widzenia. Siła ludzkich umysłów i rąk znana tuta jako „odwieczna walka z największym nieprzyjacielem narodu zwanym wodą” sprawiła jednak, że pierwsze i każde kolejne „coffee ride” odbywać się będzie po idealnie równych, bezpiecznych i przede wszystkich płaskich jak naleśnik drogach przecinających kolejne, sztucznie osuszone fragmenty terenu. Witajcie w Holandii.

4

Ciekawe, co na to ewolucja, biorąc pod uwagę fakt, że ponad 30% przemieszczania się w Holandii odbywa się przy użyciu roweru? Dzieci będą się rodzić od razu z rowerkami, tudzież wpięte w rowerowe krzesełka?

Należy potwierdzić wszystkie rowerowe stereotypy o Holendrach i Holandii. Oni nie chodzą – oni jeżdżą na rowerach. Z 6 siatkami, z 2+ dzieci, z pasażerami na bagażniku, z psami, samodzielnie i parami, w deszcz, w wiatr, w zimie, w ośmiocentymetrowych obcasach, w spódnicach, bez kasków, jedząc kanapkę i rozmawiając jednocześnie przez telefon.

1 2 3 5 6

Bycie pragmatycznym to cecha narodowa tych „wielkoludów” (różne statystyki wskazują, że Holendrzy to pierwsza lub druga najwyższa nacja na świecie). A jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Średni bieżący koszt litra benzyny 95 to w Holandii 1,50 Euro. Średni koszt jazdy na rowerze to koszt użycia siły własnych mięśni. Nie na darmo mówi się, że Holendrzy to wygnani ze Szkocji Szkoci.

7 8 9 10 11 12

Tymczasem jednak eksploruję Holandię na piechotę, uważnie „fotografując do mózgu” wszystkie okalające mnie rowerowe atrakcje. Jakie to banalne – w przeciwieństwie do Polski nie trzeba ich ze świecą szukać. A rowery czekają na lepsze, cieplejsze, wiosenne czasy. Cdn.

facebooktwitter