Potencjał.

Rowerzysta polski często świadomie lub mniej prowadzi swoją egzystencję wg powiedzenia „na bezyrybiu i rak ryba”.

IMG_0222

Ekscytujemy się równymi asfaltami, żartujemy z tych podziurawionych, opisujemy i wysyłamy w internet warte przejechania trasy, udając, że są dla rowerów, choć jeździ po nich w bród aut. Zakładamy ruch SRALPE i z przymrużeniem oka patrzymy na tych co wybierają się do Calpe (choć w głębi duszy też chcielibyśmy tam być). Możemy się tylko krzywić na to, jak rzekomo światowi ludzie nazywają nas elementem zachodniego (lewicowego) świata, do którego Polska (podobno) nie aspiruje.

Niestety, ktoś tu nas robi w przysłowiowe bambuko, bo 1000 km stąd jakoś mogą być równe asfalty i wydzielone ścieżki dla rowerzystów, które zaczynają się po wyjściu z domu i nikt nikogo, nawet rowerzysty nie obraża. Jest potencjał, z którego grzech nie skorzystać. Nawet moja 60+ sąsiadka wsiada na rower, mimo, że jest środek zimy i właśnie rozpoczęły się chłodniejsze dni w Holandii (czytaj: zero stopni), i jedzie przed siebie te kilka kilometrów „tak dla zdrowia”.

I choć modne jest teraz powiedzonko „never give up”, które lansują Lewandowska z Chodakowską, to czasem ręka chce walić w stół, bo na  polskiej ziemi próżno szukać rowerowego infrastrukturalnego potencjału. Dobrze, że potencjał jest chociaż w nas.

A teraz niech Was rowerowe serce zaboli – pooglądajcie sobie przykłady tego potencjału. Nie jest trudno jeździć na rowerze i być usportowionym gdy się ma takie ścieżki pod nosem. Dlatego wszystkim „sralpowiczom” gratuluję wewnętrznego potencjału, a gdy już uderzysz pięścią w stół, przyjedź na relaks do płaskiej i nudnej Holandii. Osiągnięcie „zen” murowane.


IMG_0491

IMG_0391

IMG_0320

IMG_0245

facebooktwitter

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.