Bestia.

Nowy rowerowy sezon. Nowe wyzwania. Inne miejsca. Inne asfalty. Inne „maszyny”. Cel zawsze ten sam: totalny relaks.

W nowej rzeczywistości, która mąci dotychczasową głośnym „beee”, „łeee” lub „buuu”, kręcenie na rowerze jakie do tej pory miało miejsce należało poddać obróbce.

„Prace usprawniajace” polegaly na sprawieniu sobie „bestii”. Dzięki niej ten dodatkowy, stale rosnący „ładunek” można bez przeszkód zabrać ze sobą na „niedzielną rundę”. Nie wiem ile „watów” zyskasz do „stylówy” ale warto sprawdzić.

„Bestia” to przyczepka Thule Cougar 1, którą udało mi się „upolować” na Olx. Sprzęt niezwykle chodliwy, trudny do zdobycia z drugiej ręki. Tym bardziej „polowanie” można uznać za udane. Dlaczego Thule? Bo nie znałam Burley’a. Bo mam bagażnik dachowy z tej właśnie firmy. Bo najdokładniej właśnie ten model przeczepki miałam przeanalizowany. To są argumenty jakie miałam przed zakupieniem ów pojazdu. Po kilku przejażdzkach z przyczepką mogę powiększyć tą listę.

Obejrzeć tego ustrojstwa nie dało się w Amsterdamie. Nawet najwiekszy „rowerowy” w mieście odprawil nas z kwitkiem, informując, że w Holandii takie „wynalazki” po prostu nie są popularne. Dziś mam naturalnie wątpliwości, bo raz po raz widzę tego typu przyczepki w użyciu i to zarówno do przewożenia dzieci jak i psów, zakupow i innych gabarytowych ładunków.

Przyczepka z punktu widzenia kobiety sprawdza się znakomicie i to z kilku powodów.

Tylna kieszeń i inne schowki

Cougar był lepszym wyborem niż inny model Thule o innej zwierzecej nazwie Cheetah. „Małpia” przyczepka jest mniejsza ale nie ma pojemnej jak kapelusz królika z „Alicji w Krainie Czarow” tylnej torby/kieszeni.

Ostatnio wlożyłam do niej: picie, portfel, klucze, okulary, pieluszki, chusteczki, kocyk, wiktuały na podróż, smycz dla psa, 3 kg zakupow ze spożwczaka. Torba ma aluminiowy stelaż i można ją złożyć (za pomocą szybkozłączek) jeśli się jej nie używa. Oprócz torby, Cougar ma jeszcze siatkę, jaką można dokupić do każdego wózka dla dzieci (dobre miejsce na zapasowe dętki, pompkę i inne kluczowe dla rowerzysty akcesoria), a także dwie niewielkie, siateczkowe kieszenie wewnątrz przyczepki. Rodzice mniejszych dzieci, które jeżdżą w tzw. hamaku mogą „upchać” jeszcze to i owo (ja próbowałam kocyki, psa i wodę w butelce) pod nim. Każdy, kto zabiera nawet sporo na pokład kiedy jeździ rowerem bedzie usatysfakcjonowany. No i wszystko jest schowane, a nie upchane nieestytycznie po kieszeniach koszulki rowerowej, co jak wszyscy zaintetesowani wiedzą, nie wpływa pozytywnie na „stylowę”.

Mocowanie

Wyrażę sie w sposob seksistowski. Nawet kobieta zaczepi i odczepi od roweru tą przyczepkę. Banalnie proste i mam nadzieje, że bezpieczne mocowanie.

Oczywiscie każda firma, tak i Thule, zdziera na dodatkowym (jak się potem okazuje niezbednym) wyposażeniu. By przyczepkę złączyć z rowerem należy posiadać tzw. zestaw rowerowy w postaci aluminiowego pałąka. Oprócz niego zestaw zawiera sporo odblasków, które wkręca się m.in. do tylnej kieszeni i przyczepia do kół, chorągiewkę, tylną oś do roweru z metalowym „ustrojstwem” do mocowania pałąka. Niestety, bez co najmniej 40 Euro w kieszeni (za używany zestaw) nie podchodź… Wszystko da się połączyć za pomocą sprytnych i łatwych w obsłudze bolców, ktore działają na „klik”.

W ten sposób zamontujemy/zdemontujemy koła, rączkę i ów pałąk.

Przy przyczepce mamy dwa zabezpieczenia. Pasek oraz bolec, a przy rowerze korzystamy z metalowej części wygladajacej jak panewka stawowa, w którą wsuwa się metalową kulkę jaką zakończony jest pałąk. Wszystko dodatkowo zapina się paskiem oraz czymś, co przypomina gwoździa.

Nie jestem za bardzo „techniczna” wiec polecam zapoznać się ze zdjęciami. Dodam jeszcze, że aby zamontować przyczepkę do roweru należy ściągnąć dwa przednie kółka po to by nam one nie dudniły o ziemię podczas jazdy.

Brak kółek nie wpływa na stabilność przyczepki. Obraca się je do góry nogami i zaczepia na przyczepce na „klik”. W razie gdyby pojawiła się konieczność przerobienia przyczepki na wózek, koła mamy dosłownie pod ręką. Wypróbowałam, i przyznaję, że to bardzo wygodne bo człowiek nie jest zależny tylko od roweru (pałąk da się upchać pod hamakiem lub w tylnej kieszeni) i jak z jakiś przyczyn musi lub chce z niego zejść, może się dalej przemieszczać z wózkiem.

Waga

Nieznośnie lekka jest ta przyczepka. Ma zapewne znaczenie „ładunek”, który waży na razie 7 kilo. Tym niemniej jednak spodziewałam się, że będę musiała mocniej nacisnąć na pedały, a tu dosyć miłe zaskoczenie. Dodam, że zawsze mam w tylnej torbie jakis 2-3 kg ładunek. Nie odczułam także żadnych trudności przy skrętach. Na pewno trzeba się przyzwyczaić do tego, że wiezie się ze sobą coś, co jest szersze niż rower. W Holandii jest sporo ulicznych słupków i trzeba uważać, by nie przydzwonic w nie przyczepką.

Podsumowanie

Do tej pory przyczepka przyjechała około 100 km i jak na razie nie ma się zbytnio do czego przyczepić jesli chodzi o użytkowanie. No, może hamulec (który jest widoczny na zdjęciu z tylnym kołem) mógłby nie być nożny tylko ręczny.

Minusem przyczepki jest jej cena. Za nową trzeba zapłacić 3400 zł, a za uzywaną ponad 2000 zł. Jeśli macie małe dziecko to należy dokupić zestaw rowerowy za okolo 160 zł oraz hamak za drugie tyle.

Jedyne, co przychodzi mi do głowy na pocieszenie to to, że jak już się tyle za taki „wóz” zaplaciło, to nie ma bata-trzeba jeździć. To chyba najlepsza motywacja.

facebooktwitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.