Wyspa Bolko Amsterdamu. Amsterdamse Bos.

Jeszcze podczas poszukiwań mieszkania w Amsterdamie, pamiętam jak nasza pochodząca z Portugalii agentka nieruchomości zachwalała miejsce o nazwie Amsterdamse Bos – wielki park, nad którym samoloty latają tak nisko, że można rozpoznać przewoźnika, pomachać pilotowi i liczyć na „odmachanie”. Wtedy ten park był dla mnie totalną abstrakcją, zupełnie jak całe to holenderskie życie.20160831_192555

W ponad rok po przeprowadzce do Amsterdamu, mogę stwierdzić, że opolska Wyspa Bolko, na którą ochoczo udawałam się na spacery, na rower, do zoo i na kawę do Laby jest jedyna i niepowtarzalna, a Amsterdamse Bos – czyli „Bolko Amsterdamu” – nigdy mi Bolko nie zastąpi ale jest w moim niderlandzkim epizodzie w życiu tym, czym Bolko była dla mnie w Polsce. Zapraszam zatem na małą wycieczkę po tym, jak go określam, „parko-lesie”.

20160816_163624

Urbaniści amsterdamscy mają i mieli na moje oko co robić  – Amsterdam jest dobrze zaplanowany i przemyślany, a tym, co moim zdaniem wyróżnia to miasto są jego dzielnice i parki (w każdej co najmniej jeden). Nad wszystkim króluje ponad 1,000 hektarowy Amsterdamse Bos. Informacja poglądowa jest taka, że Wyspa Bolko ma 125 ha. Parki różnią się wielkością ale są podobne jeśli chodzi o funkcje jakie pełnią. Zielone płuca miasta, miejsce do uprawiana sportu i rekreacji, oraz arena dla wydarzeń sportowo-kulturalnych.

20160502_135536

Zacznę od tego, że w Amsterdamse Bos nawet koń ma swoją ścieżkę – nie żartuję. Obok niej znajduje się ścieżka dla rowerów i ścieżka dla pieszych. Nie będzie to chyba zaskoczenie jeśli dodam, że ścieżki dla rowerów są najszersze. Ścieżki biegną obok takich atrakcji parku jak:

20160312_154743

1. Amfiteatr, który jest czynny całe lato i wystawia dla przykładu „Romeo i Julię”. Przedstawienia są biletowane, obok oczywiście gastronomia – całość przebiega w piknikowej atmosferze.

20160312_152524

2. Duży i mały basen dla dzieci, które są wręcz oblepione latoroślą i ich rodzicami w letnie miesiące. Jako, że sama jestem rodzicem, muszę przyznać, że te baseny to fajna alternatywa dla płatnych basenów publicznych. Są przystosowane dla mniejszych dzieci, woda jest często wymieniana (byłam świadkiem), otoczone są trawą na której, uwaga, można leżeć i po niej chodzić, a w pobliżu znajdują się niewielkie place zabaw, toalety i sklepik. Podobne, nieco mniejsze baseny znajdują się w każdym parku w Amsterdamie lub przy większych placach zabaw.

3. Wypożyczalnia kajaków i rowerów wodnych – w „parko-lesie” jest sporo wody. Są jeziorka i rzeczki (lub kanały, jak kto woli). Jak już się człowiek nabiega, naspaceruje, najeździ konno i rowerem to może na koniec przesiąść się na kajak. A jak chce się nie na żarty zająć kajakarstwem, to w parku znajduje się profesjonalny tor.

20160312_154736

4. Trawa – Holendrzy, a także turyści (i ekspaci) lubią wylegiwać się na parkowej trawie. Nie jest to zabronione, tak jak gdzieniegdzie w Polsce. W oznaczonych miejscach Amsterdamse Bos od kwietnia do końca października obowiązuje zakaz wyprowadzania psów (kwestia „min” rozwiązana). Wydzielone są także miejsca do urządzania grilla. Holendrzy, którzy są narodem „outdoorowym” lubią też świętować na powietrzu – latem powszechny jest widok roześmianych grupek biesiadujących pod papierowymi, umocowanymi o drzewa girlandami (papierowe ozdoby to hit na nizinach),

20160310_161633

5. Knajpy. 2 lub 3 – niewiele jak na taki duży park – mogliby się Holendrzy nieco bardziej postarać i wybudować więcej obiektów. A może ja jestem rozpieszczona przez kawiarniane życie. Przybytki te są też mniej wyszukane w wystroju i menu. Herbata miętowa (hit!), piwo (Heineken plus piwa belgijskie), holenderskie przekąski (tzw. „hapjes” – czy to nie jest urocze słowo?), tosty i o zgrozo – tylko 2-3 rodzaje ciast (uwaga! „tradycyjne” ciasto holenderskie to szarlotka oczywiście z dużą ilością bitej śmietany) stanowią typową zawartość karty. To chyba oddaje charakter Holendrów, dla których Amsterdamse Bos to przede wszystkim miejsce rekreacji. Trochę jestem tym faktem zmartwiona – szukałam czegoś na podobieństwo Laby i nie znalazłam.

6. Farma. Śmieją się ze mnie, że świnię czy krowę widziałam dopiero w drugiej dekadzie życia. Gdybym była holenderką, te zwierzęta byłyby pierwszymi (oprócz kotów i psów), które bym poznała. Na farmie można głaskać i nakarmić (z małej szklanej buteleczki – słodkie) kozę czy prosiaczka. Można także pogadać z krową i koniem i zobaczyć jak kura wysiaduje jajka (a potem je kupić). Można potaplać się w błocie na placu zabaw (nie jest to szkodliwe o ile ma się podstawowe obuwie w Holandii czyli kalosze), a następnie wypić przysmak holenderskich dzieci (i ich rodziców) – mleko czekoladowe (znowu koniecznie z bitą śmietaną) – na farmie podają akurat kozie mleko. Kleopatra byłaby wniebowzięta.

7. Małpi gaj – nie byłam ale widziałam dziko skaczące po jego atrakcjach dzieciaki – chyba fajne. Nie ma to jak chwila spokoju dla opiekunów.

8. Imprezy. Festiwal wina, jedzenia, psów, kotów, rowerów, koncerty – w lecie tydzień w tydzień coś się dzieje. Część imprez jest biletowana, cześć jest darmowa. Styl swobodny (czytaj kalosze to znowu „must have”). Królują „vintage” food trucki.

20160312_151133

I na koniec…

9. Kemping: hmm…co by tu napisać…murowane domki, a w nich albo turyści, którzy stwierdzili, że komercyjne centrum Amsterdamu nie jest dla nich albo Holendrzy…kemping cieszy się popularnością – latem pełno tam ludzi…

Oprócz wyżej wymienionych atrakcji, w Amsterdamse Bos jest też centrum informacyjne, zagroda żubrów, czereśniowy sad, wybieg dla psów, bagna i wrzosowiska, czaple, kaczki i zielone papugi.

Jakiś czas temu sporo się protestowało przeciw przecięciu Wyspy Bolko drogą. Sama brałam udział w jednym z takich protestów. A Amsterdamse Bos przecięte jest autostradą, która biegnie ponad nim, oraz kilkoma jedno-jezdniowymi drogami, które lecą już przez sam park (i jeżdżą po nich m.in. autobusy). Na drogach obowiązuje ograniczenie prędkości, pełno jest także rożnych zwalniaczy i progów. Są miejsca w parku, w których jest po prostu głośno od samolotów (lotnisko Schiphol jest rzut kamieniem) i aut ale coś za coś. Park jest bardzo duży i mógł zostać zieloną, nietkniętą wyspą na mapie Amsterdamu ale byłby wtedy kompletnie niedostępny. Można? Można. Byle z głową.

Przeciętny Holender wybiera się do „parko-lasu” pobiegać (jak okiem sięgnąć biegają dosłownie wszyscy), pojeździć na rowerze lub wyprowadzić psy. Biegam, jeżdżę na rowerze, wyprowadzam swojego psa – nie czyni mnie to Holendrem ale sprawia, że dzięki temu, że jest gdzieś w pobliżu fajna, dobre zaplanowana przestrzeń do spędzania czasu wolnego, mam ochotę z niej skorzystać.

Aha, Bolko niewiele brakuje do Amsterdamse Bos.

facebooktwitter

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.