Moszna Amsterdamu

Lubię myśleć, że porównywanie to ludzka natura. Analizuję, porównuję, przyznaję lub odejmuję punkty codziennie. Holandia vs Polska. Proste drzewa – krzywe drzewa. Uśmiechnięci ludzie – „ponuraki”. Ścieżki rowerowe – brak ścieżek rowerowych. Wiatr – zero wiatru. Deszcz – zero deszczu. Zimno – ciepło. Amsterdamse Bos – Bolko w Opolu. Amsterdam – Gdańsk. Drogie żłobki – tanie żłobki. I tak dalej, i tak dalej. Pewnie, że czasem porównania wypadają jak w krzywym zwierciadle i czasem są przesadzone. Przecież jestem z Polski – jestem uprzedzona. Nie, nie na korzyść Holandii. Aż tak źle w Polsce nie jest. Trzeba wyjechać, by spojrzeć na wszystko z innej strony. Banał.

Podczas ostatnich (a może kilku z niewielu) letnich dni w Holandii wybrałam się na rowerze do niedawno odkrytego przeze mnie Pałacu De Haar. W porównaniu do dystansów jakie jeździłam w Polsce, ta zaledwie 45 kilometrowa trasa wygląda skromnie. Zatem aby utrudnić sobie zadanie, dodałam obciążenie w postaci dziecka w przyczepce i zamówiłam wiejący w oczy wiatr. Jak szaleć, to szaleć.

Wystarczy spojrzenie na Pałac De Haar by przywołać skojarzenia z Pałacem w Mosznej. Wystrzałowa architektura i piękna zieleń wokoło. Nawet lwy przed wejściem do pałaców te same, choć to pewno tylko moda panująca wtedy w Europie kazała je przy wejściach postawić. Do Mosznej jeździłam by połazić po parku (i ewentualnie zjeść dobre ciastko w cukierni przy drodze krajowej na Prudnik) – do De Haar właściwie po to samo. Wrażenia z jazdy naturalnie odmienne. W Holandii jedziesz calutki czas drogą rowerową. Niestety tylko w niektórych miejscach jest ona osłonięta jakąś zielenią, co sprawia, że w wietrzne dni należy mocno trzymać się kierownicy. Te 45 kilometrów to dla mnie, która wiatru nie znosi, właściwie wcale nie taka przyjemna „coffee ride”. Za to drogi piękne: oznakowanie, nawierzchnia, udogodnienia dla rowerzystów po postacią dostosowanej pod rowerzystów sygnalizacji świetlnej (odliczanie do zielonego światła) oraz systemu punktów na mapie i w terenie sprawiają, że sama jazda jest przyjemna. Tak sobie pomyślałam, że gdyby nie te wszystkie „infrastrukturalne fajerwerki”, to Holendrzy nie mięliby często ochoty aby jeździć na rowerach w tym wietrznym kraju.

System punktów na mapie sprawia, że trasę z Amsterdamu do pałacu można przedstawić jako ciąg liczb. Mapa jest zbędna (zresztą po drodze są tablice z mapą). Wystarczy wejść na stronę, wpisać skąd i gdzie chce sie jechać, po czym spisać odpowiednie „knoppunten”. Łatwe, co?

W Polsce aż tak źle nie jest – wiatru nie ma, za to są zapóźnienia infrastrukturalne. Wystarczy wybudować ścieżki, a jeździć będzie się znacznie lepiej niż w Holandii, z której wiatru przecież nie wygnamy. Banał.

facebooktwitter