Archiwa kategorii: na piechotę

Road Maraton w Leśnicy. Fotorelacja.

Sobota, Annaberg, samo południe. Ci, którzy wiedzą, że o 13.00 z Leśnicy wyjedzie ponad 200 kolarzy amatorów zajmują już miejsca. Ci, którzy olewają takie imprezy, kręcą się po annogórskim rynku, piją kawę, jedzą „kołocza” i zdezorientowani pytają „co tu robi wóz strażacki”?

Czytaj dalej Road Maraton w Leśnicy. Fotorelacja.

facebooktwitter

Kraków 8.00 rano.

Zawsze chciałam zobaczyć Kraków bez hord turystów, gwaru, hałasu jaki tam panuje przez większość dni w roku. Ostatnio miałam możliwość odwiedzić Kraków i poprzebywać w mniej popularnej turystycznie dzielnicy, a mianowicie na Krowodrzy. Od mieszkańców Krakowa słyszałam, że renoma Krowodrzy jest wątpliwa, choć muszę przyznać, że nie podzielam tego zdania.

Czytaj dalej Kraków 8.00 rano.

facebooktwitter

„Familykorpo” i krośnieńskie szkło.

Praca w „familykorpo” (nazwijmy moją firmę „familykorpo” a nie „korporacją” ale tylko dlatego by nie urazić ambicji innych „prawdziwych” i głodnych sukcesu korporacyjnych szczurów, dla których zarezerwowana jest nazwa „korporacja”) ma swoje dobre strony – trudno w to uwierzyć? Pewnie, że trudno, choć można spróbować.

Czytaj dalej „Familykorpo” i krośnieńskie szkło.

facebooktwitter

W poszukiwaniu śniegu. Leśny Bar.

Zima nie rozpieszcza śniegiem mieszkańców Opolszczyzny. Jest jednakowo mało łaskawa dla mieszkańców kraju ołomunieckiego, a w szczególności tych mieszkających (i zażywających relaksu na śniegu) w Jesionnikach. Stoki są naśnieżane sztucznym śniegiem, a temperatury (może poza środkową częścią stycznia) oscylują wokół zera.
Dlatego założyliśmy z góry, że śniegu trzeba będzie poszukać. Planowo celem podróży był Paprsek, jednak po drodze zdecydowaliśmy się zmienić kierunek i udaliśmy się w okolice wioski Horní Lipová.

Czytaj dalej W poszukiwaniu śniegu. Leśny Bar.

facebooktwitter

Nadzieja matką głupich, czyli Turawa będzie kiedyś ładna.

Nad Jeziora Turawskie przyjeżdżałam za dzieciaka na wakacje. Wtedy nie było jeszcze sinic (przynajmniej jako 10-latka ich nie zauważałam), a ośrodki nad Dużym Jeziorem przeżywały swoje dni chwały. Betonowy deptak nad Dużym Jeziorem był jeszcze w jednym kawałku, a my, dzieciaki, ciągnęłyśmy swoje mamy w kierunku cymbergajów i innych przybytków do bezmyślnego i szybkiego wydawania ciężko zarobionych pieniędzy rodziców.

Czytaj dalej Nadzieja matką głupich, czyli Turawa będzie kiedyś ładna.

facebooktwitter