Archiwa kategorii: off topic

„Rowerowanie” z dzieckiem. Bez kocyka ani rusz.

Dorosłemu, bezdzietnemu człowiekowi potrzeba mniej więcej kilkunastu minut by wyjść na rower. Wygląda to mniej więcej tak: 3, 2, 1…start i już jesteś na rowerze. Wyjście na rower z dzieckiem to często 30, 29, 28…1…start lub anulowanie rowerowej wyprawy. Takie (samo) życie.

Czytaj dalej „Rowerowanie” z dzieckiem. Bez kocyka ani rusz.

facebooktwitter

Wielka depresja. Dosłownie. Nie w przenośni.

Jeszcze nie zatonęłam, a mogłabym, bo miejsce w którym obecnie przebywam nie ma racji bytu z geograficznego punktu widzenia. Siła ludzkich umysłów i rąk znana tuta jako „odwieczna walka z największym nieprzyjacielem narodu zwanym wodą” sprawiła jednak, że pierwsze i każde kolejne „coffee ride” odbywać się będzie po idealnie równych, bezpiecznych i przede wszystkich płaskich jak naleśnik drogach przecinających kolejne, sztucznie osuszone fragmenty terenu. Witajcie w Holandii.

4

Czytaj dalej Wielka depresja. Dosłownie. Nie w przenośni.

facebooktwitter

Koszty utraconych korzyści. Przemyśl.

Wiosna. Pobielone wiśniowym kwiatem drzewa na Górze Św. Anny roztaczają obłedną woń. Kolejny kolarz zachwyca się tamtymi podjazdami po raz pierwszy. Kolejny raz PROkolarze przejeżdżają Alpenstrasse w ramach milionowej rundki. Wszystko gra.
A ja siedzę kolejną godzinę w samochodzie przemierzając kręte drogi Podkarpacia. Rozmarzyłam się. Wyremontowana w 2011 roku DW884, wypełniona podjazdami, zjazdami i godnymi szalonych (moto)cyklistów zawijasami jeszcze wiele razy błyśnie mi w pamięci jako kolejna z dróg do przejechania rowerem.

Czytaj dalej Koszty utraconych korzyści. Przemyśl.

facebooktwitter

Nie czas na łzy. Opole-Lewin Brzeski-Opole.

Ktoś mnie ostatnio zapytał, po co mi ten blog? Bez większego zastanowienia się odparłam, że po to, żeby czuć się lepiej ze sobą. Co to w ogóle znaczy, można zapytać?
Jestem otoczona „ludzmi walki”” Jedni walczą o wydobycie się z doła emocjonalnego, inni walczą o swoje zdrowie, jeszcze inni walczą z wiecznie nierozwijającą ich pracą – ludzie walczą o siebie – tą walkę rejestrują w mediach społecznościowych, na blogach i innych tego typu „przybytkach”” Takie mamy dziwne czasy – nie walczymy już o „sztandar” ale o własne, nadrzędne JA. Mówią nam, że jeśli osiągniemy zen ze swoim JA, świat będzie lepszy.

Czytaj dalej Nie czas na łzy. Opole-Lewin Brzeski-Opole.

facebooktwitter

Zen i zima.

Zima nas w ostatnim czasie nie rozpieszcza, choć znajdą się i tacy, którzy wolą aurę a la „niekończący się listopad”” Właściwie, to ja do nich należę. Jak pomyślę o śniegu w mieście, o zaśnieżonym  samochodzie w poniedziałkowy poranek, o poszukiwaniach czegoś co imituje i działa jak zmiotka, o „zabielonych”, śliskich jezdniach dróg krajowych w momencie kiedy jestem spóźniona na spotkanie z klientem, to właściwie robi mi się słabo.

Czytaj dalej Zen i zima.

facebooktwitter

Food for thought. Part two.

Zima, a właściwie jej namiastka pomogła mi się zahibernować. Ciemność zniechęciła mnie do uczestniczenie we „wtorkowo-czwartkowych” treningach. Chłodek, bo przecież nie zimowy chłód, kusiły aby zostać w domu. Wena pognała gdzieś nie wiadomo gdzie. Zupełnie jak napisał Bukowski – „my ambition was handicapped by laziness”. Aby ostatecznie nie popaść w marazm rozpoczęłam nierówną walkę z bogiem lenistwa, który ile miał sił wciągał mnie w zamachowe koło „nicniechcenia”.

Czytaj dalej Food for thought. Part two.

facebooktwitter

Śpiewamy.

Częstochowskie rymy są mi bliskie. Dla wszystkich kolarzy amatorów, przedstawiam piosenkę kolarską z przymrużeniem oka. Tekst: ja. Muzyka: Piotr Bukartyk (oczywiście Piotr Bukartyk NIE napisał muzyki dla mnie. Bezczelnie skorzystałam z piosenki „Kobiety jak te kwiaty”, która kilka lat temu była i nadal jest hitem kabaretonów). Miłego śpiewania.
Czytaj dalej Śpiewamy.

facebooktwitter