Archiwa tagu: Holandia

Moszna Amsterdamu

Lubię myśleć, że porównywanie to ludzka natura. Analizuję, porównuję, przyznaję lub odejmuję punkty codziennie. Holandia vs Polska. Proste drzewa – krzywe drzewa. Uśmiechnięci ludzie – „ponuraki”. Ścieżki rowerowe – brak ścieżek rowerowych. Wiatr – zero wiatru. Deszcz – zero deszczu. Zimno – ciepło. Amsterdamse Bos – Bolko w Opolu. Amsterdam – Gdańsk. Drogie żłobki – tanie żłobki. I tak dalej, i tak dalej. Pewnie, że czasem porównania wypadają jak w krzywym zwierciadle i czasem są przesadzone. Przecież jestem z Polski – jestem uprzedzona. Nie, nie na korzyść Holandii. Aż tak źle w Polsce nie jest. Trzeba wyjechać, by spojrzeć na wszystko z innej strony. Banał.

Czytaj dalej Moszna Amsterdamu

facebooktwitter

Wyspa Bolko Amsterdamu. Amsterdamse Bos.

Jeszcze podczas poszukiwań mieszkania w Amsterdamie, pamiętam jak nasza pochodząca z Portugalii agentka nieruchomości zachwalała miejsce o nazwie Amsterdamse Bos – wielki park, nad którym samoloty latają tak nisko, że można rozpoznać przewoźnika, pomachać pilotowi i liczyć na „odmachanie”. Wtedy ten park był dla mnie totalną abstrakcją, zupełnie jak całe to holenderskie życie.20160831_192555

Czytaj dalej Wyspa Bolko Amsterdamu. Amsterdamse Bos.

facebooktwitter

Przełamać monotonię. Wateterleidingduinen.

Ląd wydarty morzu jest cenny i trzeba o niego porządnie zadbać by służył pokoleniom. Wielokątne poldery, na nich pola, ulice, domy. Wszystko zaprojektowane od zera i tak precyzyjnie i sprawiedliwie, że czujesz, że przechadzasz się podobnymi ulicami, wśród rzędów podobnych domów, pod rzędami podobnych drzew. Jeździsz podobnymi, pięknymi ścieżkami rowerowymi, pływasz podobnymi kanałami. A wszystko to po horyzont.

20160903_135903

Czytaj dalej Przełamać monotonię. Wateterleidingduinen.

facebooktwitter

„Rowerowanie” z dzieckiem. Bez kocyka ani rusz.

Dorosłemu, bezdzietnemu człowiekowi potrzeba mniej więcej kilkunastu minut by wyjść na rower. Wygląda to mniej więcej tak: 3, 2, 1…start i już jesteś na rowerze. Wyjście na rower z dzieckiem to często 30, 29, 28…1…start lub anulowanie rowerowej wyprawy. Takie (samo) życie.

Czytaj dalej „Rowerowanie” z dzieckiem. Bez kocyka ani rusz.

facebooktwitter

Ale za to niedziela… Amstelveen-Amsterdam-Amstelveen

Nastała niedziela. Mam ze 3 godziny wolnego. Czas tylko i wyłącznie dla siebie. Jako, że to ostatnio rzadkie zwierzę w moim życiu, przez moment mam gonitwę myśli, czy aby wyjście na rower to jest najlepsze zagospodarowanie tych 180 minut. Może poczytać, odpowiedzieć na zaległe maile, oddzwonić na nieodebrane telefony? Zwycięża rower i już za chwilę kręcę w stronę Amsterdamu.20160313_111640 Czytaj dalej Ale za to niedziela… Amstelveen-Amsterdam-Amstelveen

facebooktwitter

Wielka depresja. Dosłownie. Nie w przenośni.

Jeszcze nie zatonęłam, a mogłabym, bo miejsce w którym obecnie przebywam nie ma racji bytu z geograficznego punktu widzenia. Siła ludzkich umysłów i rąk znana tuta jako „odwieczna walka z największym nieprzyjacielem narodu zwanym wodą” sprawiła jednak, że pierwsze i każde kolejne „coffee ride” odbywać się będzie po idealnie równych, bezpiecznych i przede wszystkich płaskich jak naleśnik drogach przecinających kolejne, sztucznie osuszone fragmenty terenu. Witajcie w Holandii.

4

Czytaj dalej Wielka depresja. Dosłownie. Nie w przenośni.

facebooktwitter